Górny Śląsk - turystyka i rekreacja - warto zobaczyć - HUMOR ŚLĄSKI

HUMOR ŚLĄSKI

więcej humoru śląskiego znajdziecie Państwo na stronie:
www.antryj.pl - zapraszamy


Nauczycielka uczy dzieci geografii. - Powiedz Masztalski - pyta chłopca - jeżeli masz wschód po lewej stronie, zachód po prawej, to co masz z tyłu? - Powiedziałbym pani nauczycielko - odpowiada Masztalski - ale się wstydzę!


Sztygar nakrzyczał na górnika Antka, że nie pomaga w kopalni swojemu koledze Franckowi. Po jakimś czasie nakrył obu na tym, że zamiast pracować, śpią pod ziemią. - Panie sztygarze, zdrzemnąłem się tylko na chwilę - tłumaczy Francek - Antek mi tylko pomagał!


Francek spotyka Antka i namawia go, żeby z nim poszedł: - Chodź, będzie grał Rubinstein! - No dobra, jak z Szombierkami, to idę - odpowiada Antek.


Na budowie zatrudnił się przybysz z centralnej Polski. Gdy majster wysyła go, by kupił halbę - ten pyta: - a co to jest halba? - Masz rację - odpowiada majster - co to jest halba, kup dwie!


Górnikowi Antkowi nie chce się nieść łopaty pod ziemią. Zostawia więc narzędzie pracy przy szybie razem z kartką: "Francek, przynieś mi tę łopatę na przodek, bo jej zapomniałem". Francek łopaty nie przyniósł, ale kiedy Antek wracał zobaczył, że jest do niej przyczepiona druga kartka: "Nie mogłem ci zabrać łopaty Antek, bo jej nie widziałem".


Na bezludnej wyspie rozbitek Masztalski widzi jak z morza wyłania się piękna dziewczyna. - Jak długo tu już siedzisz Masztalski? - pyta. - Dziesięć lat - odpowiada Masztalski. - Więc musisz być bardzo spragniony - zalotnie mruga kobieta. - Nie mów, że masz piwo - odpowiada Masztalski.


Kiedy Antek z Franckiem przechodzą obok kościoła, pierwszy z nich zdejmuje z szacunkiem czapkę. - Myślałem, że jesteś na bakier z Panem Bogiem - dziwi się Francek. - No bo jestem - odpowiada Antek - pozdrawiamy się, ale ze sobą nie rozmawiamy!


Antek i Francek zamówili w restauracji po kotlecie schabowym. Kiedy kelner przynosi potrawy, Antek sięga od razu po znacznie większy kotlet. - Dlaczego bierzesz ten większy? - pyta oburzony Francek. - A ty który byś wziął - odpowiada Antek. - Oczywiście ten mniejszy, bo jestem kulturalny. - Tak sobie właśnie pomyślałem - odparł Antek - i od razu wziąłem większy.


Podczas podróży Masztalskiego do Afryki, ludożercy złapali go i gotują w kotle. Król ludożerców patrzy zdumiony na kucharza i pyta dlaczego ten ciągle uderza Masztalskiego chochlą w głowę. - Muszę - odpowiada ludożerca - jeszcze trochę i cały makaron mi wyżre!


Kapral Masztalski pełni służbę przy bramie wjazdowej do jednostki. Co jakiś czas telefonuje do niego major i pyta, czy przyjechał już generał. Sytuacja powtarza się wiele razy, więc kiedy samochód generała zatrzymuje się przed bramą, Masztalski wychodzi i mówi do niego - Chłopie, masz przerąbane - major już się dziesięć razy pytał o ciebie!


Kapral Masztalski melduje przez telefon: - Panie majorze, złapałem czterech jeńców! - No to przyprowadź ich tutaj - odpowiada major. - Nie mogę - mówi Masztalski - oni nie chcą mnie puścić!


Powiedz mi Antek - dlaczego Adam i Ewa w raju żyli z sobą tak dobrze? - pyta Francek. To jest bardzo proste - odpowiada Antek - nie mieli teściowej!


Pijany Masztalski usiłuje wejść cicho do domu, by nie obudzić żony. Zdejmuje buty i skrada się do łóżka, ale nagle widzi żonę stojącą w drzwiach z wałkiem do ciasta. - A dokąd to idziesz z tymi butami Masztalski? - pyta groźnie żona. - Do szewca - pada odpowiedź. - O 4 rano idziesz do szewca? - dziwi się małżonka. - No skoro ty o 4 rano zabierasz się za robienie makaronu to ja mogę iść do szewca!


Popatrz mężu - mówi żona do Masztalskiego - tam idzie ten pan, który mnie uratował kiedy topiłam się w rzece. - Wiem - odpowiada Masztalski, znam go, już trzy razy był u mnie żeby się usprawiedliwić!


Masztalski zmarł i dostał się do nieba, ale ciągle śmieje się do rozpuku. - Dlaczego tak się śmiejesz? - pyta święty Piotr. - Bo ja tu już jestem w niebie osiem godzin, a oni w szpitalu ciągle mnie tam jeszcze operują!


- Bądź dobrym zięciem - mówi teściowa do Masztalskiego - załatw miejsce na mój grób na Powązkach. Masztalski pojechał do Warszawy załatwić sprawę. Wraca i mówi: - Teściowa - miejsce załatwione, ale musisz się pośpieszyć, bo rezerwacja jest tylko do piątku!


- Mały Masztalski jest pytany przez nauczycielkę w szkole: - Wymień cztery żywioły. - Ogień, woda, powietrze i gospoda - odpowiada chopiec. - Jak to gospoda? - dziwi się nauczycielka. - No tak - mówi Masztalski - kiedy ojciec długo nie wraca z gospody to mama zawsze mówi: "Ten to znowu w swoim żywiole"!


Masztalski przychodzi do gospody i pyta barmana: - Czy ja tu wczoraj byłem? - Tak, panie Masztalski, cały wieczór pan tu siedział. - I stawiałem wszystkim? - dopytuje się dalej Masztalski. - Tak, panie Masztalski, każdemu pan postawił. - I przepiłem całą wypłatę? - Calusieńką panie Masztalski. - Uff - oddycha z ulgą Masztalski - już się martwiłem, że gdzieś zgubiłem wszystkie pieniądze.


Masztalski - gdzie jest twoja żona? - Pięć godzin temu poszła do sąsiadki na pięć minut!


Żona niepokoi się, bo mąż długo nie wraca z pracy. Żali się sąsiadce: może znalazł sobie kochankę? - Ty to od razu o najgorszym - odpowiada kobieta - może normalnie wpadł pod samochód?


Mały Masztalski pyta piekarza: - Ma pan suche bułki? - Mam dziecko - odpowiada piekarz. - To trzeba je było sprzedać, kiedy były świeże!


Przyjezdny pracownik pisze list do matki: - Droga mamo, na Śląsku ludzie na wszystko mówią inaczej, wszystkie ważne wyrazy zaczynają się na literę "G": na kopalnię mówią "gruba", na wypłatę - "geltag", na spodnie - "galoty" a na mnie - "gorol".


- Panie doktorze, mój mąż mówi przez całą noc przez sen, co robić?
- Niech mu pani pozwoli dojść do słowa w dzień.


Wiesz Antek - mówi Francek - pierwszy raz w życiu mnie dziś budzik obudził. - Jak to? - pyta Antek. Jak mnie dziś żona walnęła rano budzikiem to od razu wstałem!


Ksiądz na kazaniu opowiada, że małżeństwo to jak przystań, na której spotykają się dwa statki. - Teraz wszystko rozumiem - myśli Masztalski - spotkałem się z okrętem wojennym!


Masztalski wraca do domu pijany, zataczając się niemal wpada na latarnię. W ostatniej chwili za kołnierz łapie go tajemniczy osobnik z aureolą wokół głowy i ratuje przed wypadkiem. - Kim jesteś - pyta Masztalski. - Twoim aniołem stróżem, Masztalski, chronię cię od złego - odpowiada osobnik. - To gdzie byłeś 25 lat temu kiedy brałem ślub?


- Męzu, nasze dziecko jest wspólne, więc jeśli obudzi się w nocy raz ty je będziesz kołysać, a raz ja.
W środku nocy małżonków budzi płacz niemowlęcia.
- Józek, wstawaj, mały krzyczy!
- Jest wspólny? To ty kołysz swoją połowę, a moja niech płacze!


Masztalski - wychodzę na pięć minut do sąsiadki - mówi żona - zostawiam na piecu gotującą się zupę - co pół godziny musisz do niej dolać trochę wody.


Antek - twój pies ugryzł moją żonę - skarży się Francek. - Bardzo dobrze - odpowiada kompan - to teraz niech twój pies ugryzie moją i będziemy kwita!


Masztalski doznał urazu głowy i zgłasza się w okienku do rejestracji w przychodni. Rejestratorka nie widzi go przez małe okienko i pyta - kobieta? - Nie - odpowiada Masztalski - tym razem motocykl!


Antek chwali się Franckowi: - Z dnia na dzień przestałem pić alkohol i palić papierosy. - To musisz mnie bardzo silną wolę - odpowiada Francek. - Ja to nie - mówi kolega - ale moja żona to ma bardzo silną wolę!


Masztalski przyszedł do spowiedzi. - Zdradziłem żonę - mówi do księdza. - Ile razy - pyta kapłan. - Ja tu przyszedłem się spowiadać proszę księdza, a nie przechwalać - odpowiada Masztalski.


Wiesz - mówi koleżanka do koleżanki - przez to napastowanie musiałam wczoraj w kinie pięć razy zmieniać miejsce siedziące! - Pięć razy? - dziwi się koleżanka - i ktoś cię napastował? - Tak - odpowiada kobieta - dopiero na tym piątym miejscu!


- Wujku, zjedz trochę trawy - mówi dziecko do bogatego wujka.
- Ależ dlaczego dziecko mam jeść trawę?
- Bo ojciec powiedział, że jak wujek będzie gryzł trawę to kupimy sobie auto i nowe meble!


Małżonkowie pokłócili się i nie rozmawiają ze sobą. Mąż pisze więc na kartce liścik do żony - "obudź mnie o piątej, bo idę do pracy".
Rano budzi się o ósmej. Wstaje, by nakrzyczeć na żonę i widzi na nocnym stoliku kartkę od niej "wstawaj mężu, już piąta".


Antek strzaskał sobie kolano w czasie pracy w kopalni. Długo leżał w szpitalu, ale noga wyleczyła się całkowicie. - Jak twoje kolano? - pyta Francek kolegę. - Lepiej niż przedtem - odpowiada Antek. - No to wielka szkoda Antek, że nie miałeś takiego małego wstrząsu mózgu - odpowiada kompan.


Dyrektor szkoły odbiera telefon: - Panie dyrektorze, mały Masztalski nie przyjdzie dziś do szkoły, bo jest chory! - A z kim rozmawiam? - dopytuje się dyrektor. - Z moim ojcem - mówi głos w słuchawce.


Mały Masztalski przychodzi z podwórka cały mokry. - Coś ty z sobą zrobił, dziecko - użala się matka. - Bawiliśmy się w psa mamo - odpowiada Masztalski. - W psa? - Tak, ja byłem latarnią!


- Dokąd to tak szybko biegniesz Alojz?
- Do domu, gotować, do domu, gotować!
- A co, żona chora?
- Nie, głodna!


Próba orkiestry na Górnym Śląsku, dyrygent pyta:
- Puzonen vertig?
- Ja, ja herr kapelmeister, vertig - odpowiadają muzycy.
- Trompette vertig?
- Ja, ja, naturlich.
- Zimbalisten vertich?
- Ja, ganz vertich.
- Also, ein, zwei, drei...
- Boże coś Polskę...


Antek i Francek spacerują po Berlinie.
- Kupiłbym sobie brateringi Antek, ale nie wiem jak to jest po niemiecku!


Sztygar pyta nowego pracownika - Antka, jak długo pracował w poprzednim zakładzie. - Pięć lat panie sztygarze - odpowiada Antek. A dlaczego pan stamtąd odszedł? - Musiałem - pada odpowiedź - ogłosili amnestię.


Wraca pijany Masztalski do domu zataczając się cały czas. Po jakimś czasie spotyka ekipę czyszczącą rury kanalizacyjne - robotnicy włożyli do rury specjalny przewód i kręcą nim przy pomocy korby. - A to wy mi tak kręcicie tą drogą - krzyczy Masztalski!


Masztalski przychodzi do nowego lekarza i zaczyna marudzić. - Ten poprzedni doktor to źle leczył - twierdzi Masztalski - na jedną chorobę leczył, a na inną ludzie umierali. - U mnie to niemożliwe panie Masztalski - mówi lekarz - u mnie umierają dokładnie na to, na co ich leczę.


Antek i Francek są górnikami. Francek zaczyna marzyć:
- Wiesz Antek, ja to bym chciał fedrować na biegunie północnym.
- Ciekawe dlaczego?
- Tam pół roku jest noc, to bym spał i spał.
- Ale musiałbyś potem pracować pół roku.
- A skąd? Mnie obowiązuje ośmiogodzinny dzień pracy!


- Antek, co tak źle wyglądasz?
- Nie dziw się, taka robota - cały dzień na kolanach.
- A długo tak już pracujesz?
- Zaczynam w poniedziałek.


Pijani Antek i Francek zamiast po drodze idą po torach kolejowych.
- Antek, dlaczego te schody są takie długie?
- Nie wiem. A na dodatek poręcz jest bardzo nisko!


- Co tam pierzesz Antek?
- Kanarka.
- Kanarka się nie pierze, zdechnie od tego!
Po kilku dniach Francek pyta się Antka, czy kanarek żyje.
- Zdechł!
- Mówiłem ci, że kanarka się nie pierze.
- Pierze się, pierze, tylko się nie wykręca!


Policjant spotyka pijanego Masztalskiego. - Za dużo pan pije panie Masztalski - mówi. - Za dużo? Litr wódki na trzech chłopów to dużo? - To dlaczego jest pan tak pijany? - To nie moja wina - odpowiada Masztalski, że tamtych dwóch nie przyszło!


Co ci się stało Antek - pyta Francek widząc bardzo opuchniętą twarz Francka. - Osa - odpowiada Francek. - Jedna osa cię tak użądliła? - dziwi się kolega. - Osa nie zdążyła nic zrobić, żona zabiła ją wałkiem do ciasta!


Jaki byś wolał być - pyta Antek Francka - głupi czy łysy? - Chyba głupi - mówi Francek - bo tego tak bardzo od razu nie widać!


 


Strona wykorzystuje pliki cookies